wtorek, 18 kwietnia 2017

Epilog


Trzy lata później



Stoję przed lustrem ubrana w białą suknię ślubną, wciąż nie dowierzając, że za parę godzin zostanę żoną. Gdyby ktoś parę lat temu powiedział mi, że moje życie ułoży się w taki sposób, wyśmiałabym go i kazała znaleźć dobrego psychiatrę. Uśmiecham się do siebie, wiedząc że nie potrzebuję nic więcej od życia. W ostatnim czasie wiele się zmieniło i to w większości przypadków na lepsze. Przede wszystkim moje relacje z rodzicami nigdy nie były tak dobre. W końcu po wielu latach zaakceptowali to, że obrałam własną drogę i przestali krytykować moje wybory, a także przekonywać do podjęcia decyzji o ponownym powrocie na studia, na kierunek medycyny. Ostatnio nawet usłyszałam od nich po raz pierwszy w życiu, że są dumni z posiadania takiej córki. To najpiękniejsze słowa jakie kiedykolwiek padły z ich ust w moim kierunku. Moje relacje z Victorią także uległy poprawie. Może nie są idealne, ale od kiedy zerwała zaręczyny z Felixem, po odkryciu jego romansów i przejrzeniu na oczy. Przestała być taka oziębła w stosunku do mnie i zrozumiała, że tak jak i ja, nie jest idealna. Bardzo wspierałam ją w tym okresie, a ona w końcu doceniła moje starania . Przestała wypominać mi moje nie najlepsze postępowanie z przeszłości i na swój sposób przeprosiła za to, jak traktowała mnie w przeszłości, a gdy przekonała się, że tworzę poważny i stały związek z Richardem, nieoczekiwanie zaakceptowała go jako przyszłego członka rodziny i zaczęła darzyć czymś na kształt sympatii. To naprawdę duży postęp z jej strony. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że w końcu posiadam rodzinę, na której mogę polegać i poszukać wsparcia, gdy będę go potrzebowała.
Dodając do tego przyjaciół i wspaniałego narzeczonego, a właściwie za niedługo już męża. Czuję się jak gdybym wygrała los na loterii. Po tych wszystkich nie najlepszych latach z przeszłości.
Richard od dnia, w którym powstrzymał mnie od wyjazdu, ani razu mnie nie zawiódł. Na wszystkie możliwe sposoby, codziennie zapewnia mnie o swojej miłości, robiąc przy okazji wszystko bym była szczęśliwa. O nikim lepszym nie mogłabym nawet marzyć. Nawet ważne, życiowe decyzje przestały być dla niego, aż tak trudne do podejmowania. Inaczej nie stałabym w tym miejscu z przepięknym pierścionkiem, znajdującym się na moim palcu prawej dłoni.


Początki naszego prawdziwego związku, zaraz po jego rozstaniu się z April. Nie były dla nas jednak najłatwiejsze. Swoją drogą cieszę się, że i ona odnalazła szczęście u boku swojego kolegi z pracy. Dowiedziałam się o tym, poprzez przysłaną nam przez nią kartkę świąteczną z życzeniami, w której zapewniła, że nie chowa do nas żadnej urazy. Nie spodziewałam się, aż tak miłego gestu z jej strony, który bardzo doceniam. Domyślam się, że musiał ją to sporo kosztować, ale od momentu gdy tylko ją poznałam zdawałam sobie sprawę, że to miła i rozsądna dziewczyna. Może w innych okolicznościach, udałoby się nam nawet zaprzyjaźnić.
Do tej pory pamiętam pierwsze spotkanie z rodziną Freitaga. Gdy to miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Te wszystkie nieprzychylne spojrzenia kierowane w moją stronę, nie były łatwe do zniesienia. Jednak z biegiem czasu, nasze relacje ulegały stopniowej poprawie, a teraz już nikt nie pamięta o początkowych niesnaskach. 


Jedynie Andreas był od początku nam przychylny, co może wydawać się ironią losu, biorąc pod uwagę jego stosunek do mnie gdy tylko się poznaliśmy. Teraz mogę szczerze przyznać, że jest jednym z moich najlepszych przyjaciół. W niedługim czasie dołączył do niego Karl, który także zaakceptował nasz związek i pogodził się z tym, że zostanę wyłącznie jego przyjaciółką. Po jakimś czasie, w końcu uporał się z uczuciami względem mnie i znalazł kogoś kto w pełni na niego zasługuje. Od roku jest w szczęśliwym związku z Natalie, która poznał podczas jednego z naszych wspólnych wakacyjnych wypadów. Polubiłam ją i mam z nią naprawdę dobry kontakt. Cieszę się też, że nie ma nic przeciwko mojej bliskiej przyjaźni z Geigerem.




- Lil gdzie jesteś? - słyszę głos Victorii dochodzący z korytarza, po czym znajduje się obok mnie.
- Pięknie wyglądasz. Jesteś najpiękniejszą panną młodą jaką widziałam - komplement z ust mojej siostry, to coś co kiedyś było nie do pomyślenia. Jednak ostatnimi czasy pokazuje się z coraz lepszej strony, wciąż mnie zadziwiając swoim postępowaniem.
- Dziękuję za te miłe słowa. Są dla mnie niezwykle ważne - uśmiecham się w jej stronę.
- Też chciałabym kiedyś, stworzyć z kimś tak udany związek jak wasz. Znaleźć kogoś, kto obdarzy mnie takim uczuciem jak Richard Ciebie. Wystarczy tylko zobaczyć jak na ciebie patrzy, od razu widać że jesteś dla niego najważniejsza - nie spodziewałam się, że jest aż tak spostrzegawcza i potrafi wyłapać takie szczegóły.
- Jestem pewna, że Ty też kogoś znajdziesz. Kogoś kto szczerze Cię pokocha. Musisz być tylko cierpliwa. Sama przekonałam się, że trzeba trochę poczekać na szczęście - wracam wspomnieniami do początków mojej znajomości z Richardem.
- Może masz rację. Na razie jednak, wciąż boję się, że ktoś może okazać się taki sam jak Felix – przez moją twarz, przebiega grymas niezadowolenia na wspomnienie o tym człowieku.
- Nie myśl o nim, nie psujmy sobie nastroju – próbuję zmienić temat naszej rozmowy.




Idę przez piękny przyozdobiony ślicznymi kwiatami kościół, kierując swoje kroki do ołtarza, przed którym czeka już uśmiechnięty Richard. Odwzajemniam jego uśmiech, nie mogąc się doczekać, kiedy w końcu ostatecznie sformalizujemy nasz związek słowami przysięgi. Rozglądam się dokoła i napotykam swoim wzrokiem na pełne zadowolenia twarze przyjaciół i rodziny, którzy także cieszą się naszym wspólnym szczęściem.



- Ogłaszam was mężem i żoną - słyszę zdanie, na które czekałam od dawna, po czym Richard składa subtelny pocałunek na moich ustach. Nadal nie dowierzam, że jesteśmy od tej chwili małżeństwem.
- Kocham Cię - mówię gdy podążamy do wyjścia, mając pewność, że on czuje to samo do mnie.
- Ja ciebie też.





Po niekończących się życzeniach i toastach oraz zatańczeniu przez nas walca, co było najbardziej stresującym momentem dla mnie dzisiejszego dnia. Na szczęście niezliczona ilość prób, którymi ostatnio męczyłam Richarda, praktycznie każdego wieczoru, dały rezultaty i nawet takie beztalencie jak ja w dziedzinie tańca, poradziło sobie z tym całkiem sprawnie.




Goście rozpoczęli zabawę, a ja mogę odetchnąć z ulgą, że wszystko poszło zgodnie z planem. Bardzo mi na tym zależało, żeby dzisiejszy dzień uczynić idealnym. W końcu mam go zapamiętać do końca życia.




- Jednak miałem rację mówiąc, że kilka naszych wspólnych tańców i przestanie to być dla Ciebie udręką – przypominam sobie moment, gdy wypowiadał te słowa na przyjęciu u moich rodziców. Wydaje się, jakby od tamtego czasu minęły wieki. A przecież to tylko kilka lat.
- Naprawdę jeszcze to pamiętasz?
- Pamiętam wszystkie nasze wspólne chwile, od samego początku. Bo każda była dla mnie ważna.
- Przed nami jeszcze niezliczona ilość takich wspomnień. Mamy na to resztę naszego życia.






Nagle do głowy wpada mi myśl o mojej „ulubionej” cyfrze dwa, z którą myślałam że jestem trwale związana. Dziś jednak przynajmniej w jednym, ale najważniejszym przypadku zastąpiła ją jedynka. W końcu, stałam się dla kogoś tą pierwszą i najważniejszą. A dopóki to nie ulegnie zmianie, to nic innego nie zniszczy mi mojego szczęścia i nie pozbawi radości z przeżywanego życia. Dochodzę do wniosku, że czasem nawet warto wielokrotnie przegrać i poczuć gorzki smak porażki, żeby w tym najważniejszym i decydującym momencie odnieść bezsprzeczne zwycięstwo.



________________________________________



W ten oto sposób, dotarliśmy do końca tej historii. :) Bohaterowie są szczęśliwi i zadowoleni, aż zastanawiam się czy aby nie przesadziłam z tym uszczęśliwieniem wszystkich, ale wyszło jak wyszło. :D

 Chciałabym podziękować wszystkim i każdemu z osobna, za wszystkie komentarze i miłe słowa. Były naprawdę bardzo motywujące i dodawały mi chęci do pisania. 


Ostatnio postanowiłam, że spróbuję zrealizować w końcu historię, która od dawna chodzi mi po głowie. Jej tematyka jest jednak zupełnie inna od dotychczasowej, ale również niezwykle mi bliska. Mam nadzieję, że kogoś zainteresuje. Więc jeśli chcecie się przekonać, jak komplikuję życie kolejnym bohaterom, to serdecznie zapraszam.  http://zapomnianaobietnica.blogspot.com/

Prolog powinien pojawić się w przyszłym tygodniu.













3 komentarze:

  1. Naprawdę było warto poświęcić trochę czasu na czytanie rozdziałów. Historia, która, już jako kolejna, zawładnęła moim sercem. Z jednej strony cieszę się, że wszystko się dobrze skończyło, z drugiej strony, smutno mi, że to już koniec tego opowiadania.
    Pozostało tylko podziękować za ten raj dla duszy i oczu bo czytanie tego było jedną z moich ulubionych czynności na koniec dnia. Systematycznie sprawdzałam nowości na blogu i za każdym razem byłam wniebowzięta, kiedy było coś nowego.
    Jako wierna czytelniczka czekam na prolog na nowym blogu. Swoją drogą... złapałaś mnie na Kanonierach!
    Mam nadzieję, że to nie koniec z pisaniem skokowych historii u Ciebie :)
    Jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas dla nas i do zobaczenia na drugim blogu! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Strasznie szkoda, że to już koniec. Oczywiście będę czytać twoje następne opowiadanie :) Ja ci również dziękuję za te wszystkie rozdziały. Do zobaczenia :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, cieszę się z takiego zakończenia. Zarówno z tego, że Lil i Richard są małżeństwem, jak i z tego, że Karl jest szczęśliwy, a rodzice i siostra Lilianny zmienili do niej swój stosunek. Naprawdę fajnie wyszło! :D
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń