wtorek, 18 kwietnia 2017

Epilog


Trzy lata później



Stoję przed lustrem ubrana w białą suknię ślubną, wciąż nie dowierzając, że za parę godzin zostanę żoną. Gdyby ktoś parę lat temu powiedział mi, że moje życie ułoży się w taki sposób, wyśmiałabym go i kazała znaleźć dobrego psychiatrę. Uśmiecham się do siebie, wiedząc że nie potrzebuję nic więcej od życia. W ostatnim czasie wiele się zmieniło i to w większości przypadków na lepsze. Przede wszystkim moje relacje z rodzicami nigdy nie były tak dobre. W końcu po wielu latach zaakceptowali to, że obrałam własną drogę i przestali krytykować moje wybory, a także przekonywać do podjęcia decyzji o ponownym powrocie na studia, na kierunek medycyny. Ostatnio nawet usłyszałam od nich po raz pierwszy w życiu, że są dumni z posiadania takiej córki. To najpiękniejsze słowa jakie kiedykolwiek padły z ich ust w moim kierunku. Moje relacje z Victorią także uległy poprawie. Może nie są idealne, ale od kiedy zerwała zaręczyny z Felixem, po odkryciu jego romansów i przejrzeniu na oczy. Przestała być taka oziębła w stosunku do mnie i zrozumiała, że tak jak i ja, nie jest idealna. Bardzo wspierałam ją w tym okresie, a ona w końcu doceniła moje starania . Przestała wypominać mi moje nie najlepsze postępowanie z przeszłości i na swój sposób przeprosiła za to, jak traktowała mnie w przeszłości, a gdy przekonała się, że tworzę poważny i stały związek z Richardem, nieoczekiwanie zaakceptowała go jako przyszłego członka rodziny i zaczęła darzyć czymś na kształt sympatii. To naprawdę duży postęp z jej strony. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że w końcu posiadam rodzinę, na której mogę polegać i poszukać wsparcia, gdy będę go potrzebowała.
Dodając do tego przyjaciół i wspaniałego narzeczonego, a właściwie za niedługo już męża. Czuję się jak gdybym wygrała los na loterii. Po tych wszystkich nie najlepszych latach z przeszłości.
Richard od dnia, w którym powstrzymał mnie od wyjazdu, ani razu mnie nie zawiódł. Na wszystkie możliwe sposoby, codziennie zapewnia mnie o swojej miłości, robiąc przy okazji wszystko bym była szczęśliwa. O nikim lepszym nie mogłabym nawet marzyć. Nawet ważne, życiowe decyzje przestały być dla niego, aż tak trudne do podejmowania. Inaczej nie stałabym w tym miejscu z przepięknym pierścionkiem, znajdującym się na moim palcu prawej dłoni.


Początki naszego prawdziwego związku, zaraz po jego rozstaniu się z April. Nie były dla nas jednak najłatwiejsze. Swoją drogą cieszę się, że i ona odnalazła szczęście u boku swojego kolegi z pracy. Dowiedziałam się o tym, poprzez przysłaną nam przez nią kartkę świąteczną z życzeniami, w której zapewniła, że nie chowa do nas żadnej urazy. Nie spodziewałam się, aż tak miłego gestu z jej strony, który bardzo doceniam. Domyślam się, że musiał ją to sporo kosztować, ale od momentu gdy tylko ją poznałam zdawałam sobie sprawę, że to miła i rozsądna dziewczyna. Może w innych okolicznościach, udałoby się nam nawet zaprzyjaźnić.
Do tej pory pamiętam pierwsze spotkanie z rodziną Freitaga. Gdy to miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Te wszystkie nieprzychylne spojrzenia kierowane w moją stronę, nie były łatwe do zniesienia. Jednak z biegiem czasu, nasze relacje ulegały stopniowej poprawie, a teraz już nikt nie pamięta o początkowych niesnaskach. 


Jedynie Andreas był od początku nam przychylny, co może wydawać się ironią losu, biorąc pod uwagę jego stosunek do mnie gdy tylko się poznaliśmy. Teraz mogę szczerze przyznać, że jest jednym z moich najlepszych przyjaciół. W niedługim czasie dołączył do niego Karl, który także zaakceptował nasz związek i pogodził się z tym, że zostanę wyłącznie jego przyjaciółką. Po jakimś czasie, w końcu uporał się z uczuciami względem mnie i znalazł kogoś kto w pełni na niego zasługuje. Od roku jest w szczęśliwym związku z Natalie, która poznał podczas jednego z naszych wspólnych wakacyjnych wypadów. Polubiłam ją i mam z nią naprawdę dobry kontakt. Cieszę się też, że nie ma nic przeciwko mojej bliskiej przyjaźni z Geigerem.




- Lil gdzie jesteś? - słyszę głos Victorii dochodzący z korytarza, po czym znajduje się obok mnie.
- Pięknie wyglądasz. Jesteś najpiękniejszą panną młodą jaką widziałam - komplement z ust mojej siostry, to coś co kiedyś było nie do pomyślenia. Jednak ostatnimi czasy pokazuje się z coraz lepszej strony, wciąż mnie zadziwiając swoim postępowaniem.
- Dziękuję za te miłe słowa. Są dla mnie niezwykle ważne - uśmiecham się w jej stronę.
- Też chciałabym kiedyś, stworzyć z kimś tak udany związek jak wasz. Znaleźć kogoś, kto obdarzy mnie takim uczuciem jak Richard Ciebie. Wystarczy tylko zobaczyć jak na ciebie patrzy, od razu widać że jesteś dla niego najważniejsza - nie spodziewałam się, że jest aż tak spostrzegawcza i potrafi wyłapać takie szczegóły.
- Jestem pewna, że Ty też kogoś znajdziesz. Kogoś kto szczerze Cię pokocha. Musisz być tylko cierpliwa. Sama przekonałam się, że trzeba trochę poczekać na szczęście - wracam wspomnieniami do początków mojej znajomości z Richardem.
- Może masz rację. Na razie jednak, wciąż boję się, że ktoś może okazać się taki sam jak Felix – przez moją twarz, przebiega grymas niezadowolenia na wspomnienie o tym człowieku.
- Nie myśl o nim, nie psujmy sobie nastroju – próbuję zmienić temat naszej rozmowy.




Idę przez piękny przyozdobiony ślicznymi kwiatami kościół, kierując swoje kroki do ołtarza, przed którym czeka już uśmiechnięty Richard. Odwzajemniam jego uśmiech, nie mogąc się doczekać, kiedy w końcu ostatecznie sformalizujemy nasz związek słowami przysięgi. Rozglądam się dokoła i napotykam swoim wzrokiem na pełne zadowolenia twarze przyjaciół i rodziny, którzy także cieszą się naszym wspólnym szczęściem.



- Ogłaszam was mężem i żoną - słyszę zdanie, na które czekałam od dawna, po czym Richard składa subtelny pocałunek na moich ustach. Nadal nie dowierzam, że jesteśmy od tej chwili małżeństwem.
- Kocham Cię - mówię gdy podążamy do wyjścia, mając pewność, że on czuje to samo do mnie.
- Ja ciebie też.





Po niekończących się życzeniach i toastach oraz zatańczeniu przez nas walca, co było najbardziej stresującym momentem dla mnie dzisiejszego dnia. Na szczęście niezliczona ilość prób, którymi ostatnio męczyłam Richarda, praktycznie każdego wieczoru, dały rezultaty i nawet takie beztalencie jak ja w dziedzinie tańca, poradziło sobie z tym całkiem sprawnie.




Goście rozpoczęli zabawę, a ja mogę odetchnąć z ulgą, że wszystko poszło zgodnie z planem. Bardzo mi na tym zależało, żeby dzisiejszy dzień uczynić idealnym. W końcu mam go zapamiętać do końca życia.




- Jednak miałem rację mówiąc, że kilka naszych wspólnych tańców i przestanie to być dla Ciebie udręką – przypominam sobie moment, gdy wypowiadał te słowa na przyjęciu u moich rodziców. Wydaje się, jakby od tamtego czasu minęły wieki. A przecież to tylko kilka lat.
- Naprawdę jeszcze to pamiętasz?
- Pamiętam wszystkie nasze wspólne chwile, od samego początku. Bo każda była dla mnie ważna.
- Przed nami jeszcze niezliczona ilość takich wspomnień. Mamy na to resztę naszego życia.






Nagle do głowy wpada mi myśl o mojej „ulubionej” cyfrze dwa, z którą myślałam że jestem trwale związana. Dziś jednak przynajmniej w jednym, ale najważniejszym przypadku zastąpiła ją jedynka. W końcu, stałam się dla kogoś tą pierwszą i najważniejszą. A dopóki to nie ulegnie zmianie, to nic innego nie zniszczy mi mojego szczęścia i nie pozbawi radości z przeżywanego życia. Dochodzę do wniosku, że czasem nawet warto wielokrotnie przegrać i poczuć gorzki smak porażki, żeby w tym najważniejszym i decydującym momencie odnieść bezsprzeczne zwycięstwo.



________________________________________



W ten oto sposób, dotarliśmy do końca tej historii. :) Bohaterowie są szczęśliwi i zadowoleni, aż zastanawiam się czy aby nie przesadziłam z tym uszczęśliwieniem wszystkich, ale wyszło jak wyszło. :D

 Chciałabym podziękować wszystkim i każdemu z osobna, za wszystkie komentarze i miłe słowa. Były naprawdę bardzo motywujące i dodawały mi chęci do pisania. 


Ostatnio postanowiłam, że spróbuję zrealizować w końcu historię, która od dawna chodzi mi po głowie. Jej tematyka jest jednak zupełnie inna od dotychczasowej, ale również niezwykle mi bliska. Mam nadzieję, że kogoś zainteresuje. Więc jeśli chcecie się przekonać, jak komplikuję życie kolejnym bohaterom, to serdecznie zapraszam.  http://zapomnianaobietnica.blogspot.com/

Prolog powinien pojawić się w przyszłym tygodniu.













sobota, 15 kwietnia 2017

Rozdział 20


Spotkali się po to, żeby się kochać przez całe życie. Żeby jednak tak się stało, ktoś z kimś musiał się rozstać, ktoś kogoś musiał zdradzić, zakochać się w kimś innym, a potem uwierzyć, że tym razem stał się prawdziwy cud. Miłość na całe życie.”





Kwietniowy poranek przywitał mnie ciepłą i typowo wiosenną pogodą. Zima powoli odchodzi w zapomnienie, a z nią kilka ostatnich szalonych miesięcy w moich życiu, które zmieniły bardzo wiele. Jutro znajdę się daleko od domu, znajomych miejsc i bliskich mi osób. Rozpocznę nowy etap. Zdecydowałam się wyjechać do Austrii i przyjąć ofertę pracy od jednej z tamtejszych, lokalnych gazet. Być może Wiedeń okaże się miejscem, w którym odnajdę swoje miejsce, skoro nie udało mi się to tutaj.







Pakuję ostatnie rzeczy do walizki, po czym zmagam się z jej zamknięciem. Druga podobnej wielkości, oczekuje już na jutrzejszą podróż w korytarzu. Od pamiętnego pożegnania się z Richardem, oczywiście widzieliśmy się jeszcze kilkakrotnie, podczas zawodów i innych zawodowych obowiązków. Jednakże staraliśmy się przebywać w swoim towarzystwie najmniej jak to tylko możliwe, aby nawzajem niczego sobie nie utrudniać. Tak jak postanowiłam, podczas naszego ostatniego dnia pobytu w Finlandii. Teraz, gdy sezon dobiegł końca, a ja opuszczam kraj. Wiem, że wszystko stanie się łatwiejsze. Często wracam wspomnieniami do naszych ostatnich wspólnych chwil, powoli pogodzona z tym, że naszym przeznaczeniem nie było być razem. Wiele osób zapewne pomyśli, że mój pomysł na wyjazd do stolicy Austrii jest próbą ucieczki. Może po części tak jest. Jednak wiem, że tylko to może mi pomóc w uporządkowaniu swojego życia. Poza tym, z drugiej strony jest to też szansa na zdobycie nowych doświadczeń i poznanie nowej kultury czy osób.
Z kubkiem stygnącej herbaty w dłoniach, wpatruję się w krajobraz znajdujący się za oknem, obserwując jak przyroda budzi się do życia. Dochodzę do wniosku, że to idealna pora roku na rewolucję, jaką mam zamiar dokonać w swoim dotychczasowym życiu.





- To, o której masz jutro ten pociąg? – słyszę pytanie Karla, który przyszedł do mnie, aby spędzić razem ostatnie popołudnie, przed moim wyjazdem.
- O czternastej. Wcześniej chcę jeszcze pożegnać się z rodzicami i siostrą – nie chcę zostawić ich bez słowa, mimo że pewnie nie obejdzie się bez krytyki mojego pomysłu.
- W takim razie powinienem zdążyć się z Tobą pożegnać. Lili jesteś pewna, że dobrze robisz? - Geiger po raz kolejny rozpoczyna rozmowę, którą w przeciągu ostatniego miesiąca, odbyliśmy niezliczoną ilość razy.
- Karl, mówiłam Ci to już tyle razy. Niczego nie jestem pewna, ale jeśli się nie odważę, to nigdy nie przekonam się, czy to była słuszna decyzja – udzielam mu niezmiennej odpowiedzi. Ten wyjazd to mój jedyny pomysł na przyszłość, innego rozwiązania nie potrafiłam znaleźć.
- I nikt ani nic, nie jest Cię w stanie zatrzymać? - wiem, że trudno mu się pogodzić z tym, że jutro mnie już tutaj nie będzie. Ja także przywiązałam się do tego, że zawsze jest gdzieś w pobliżu, gdy tego potrzebuję. Mimo wszystko kiwam przecząco głową, choć w myślach pojawia się obraz, takiej jednej jedynej osoby, która mogłaby wpłynąć na zmianę mojej decyzji. Ale nie jest to realne, gdyż pewnie teraz wspólnie z April, ustalają szczegóły swojego ślubu. Dodatkowo, pewnie nawet nic nie wie, o moim zamiarze zamieszkania w Wiedniu.
- Nie zamartwiaj się. Przecież nie stracimy ze sobą kontaktu. Są telefony, internet. Zresztą Austria nie leży na końcu świata. Mam nadzieję, że niedługo mnie odwiedzisz, ja przecież też będę przyjeżdżać do Niemiec. Nasza przyjaźń przetrwa tę rozłąkę. Zobaczysz – próbuję rozwiać wszelkie obawy Karla, co do tego, że możemy utracić kontakt.
- Ale nic nie zastąpi mi Twojej obecności. Do tego kto będzie dotrzymywał mi towarzystwa podczas zawodów? - mój rozmówca, nie chce zaakceptować mojego wyjazdu.
- Ktoś inny się na pewno znajdzie. Wcześniej też jakoś radziłeś sobie bezemnie. Zresztą nie odpuszczę sobie, pojawienia się na jakimś konkursie rozgrywanym w Austrii. Przekonasz się, że wkrótce przyzwyczaimy się do tych zmian – nie chcę żeby przejmował się tym wszystkim. To do niczego dobrego go nie doprowadzi.





- Muszę niestety już iść. Mam jeszcze coś do załatwienia – nieoczekiwanie Karl ma zamiar udać się w nieznane mi miejsce. Choć jeszcze rano, twierdził że nie ma innych planów i spędzi ze mną całe popołudnie.
- Tak nagle? Coś się stało? - nie rozumiem, dziwnego zachowania przyjaciela.
- Nie, nic się nie stało, przypomniałem sobie tylko, że muszę z kimś pilnie porozmawiać. Przepraszam Cię, że mimo obiecanego spędzenia z Tobą czasu, teraz wychodzę. Ale to naprawdę ważne. Nie gniewasz się, prawda?
- Oczywiście, że nie. Skoro to pilne, rozumiem. Ale jutro przyjdziesz się pożegnać? - chcę się upewnić, czy będę miała okazję go jeszcze zobaczyć.
- Tak, jutro pojawię się na dworcu – mówi w pośpiechu i opuszcza mój dom.






- Widzisz Lilianno, znowu wyszło na moje. Mówiłam, że długo nie wytrzymasz w jednej pracy. A teraz wpadłaś na szalony pomysł, pracy w innym kraju. Czy Ty się kiedyś ustatkujesz i nauczysz odpowiedzialności – od blisko pół godziny, słucham monologu Victorii, o tym jak jestem niedojrzała. Dla świętego spokoju się nie odzywam i udaję, że się z nią zgadzam.
- Przypominam Ci, że to moje życie. Mogę robić co mi się podoba, a teraz muszę już iść. Do zobaczenia wkrótce – żegnam się z siostrą, jak z obcą sobie osobą. Przynajmniej rodzice, okazali się wcześniej, bardziej wylewni od niej. A tata, ku mojemu zaskoczeniu, wyglądał przez chwilę jakby próbował mnie nawet zatrzymać. Może jest jeszcze szansa, abym naprawiła z nimi kiedyś, nasze wzajemne stosunki. Jednak, co do relacji z siostrą, nie jestem tego pewna. Chwilami nie mogę jej po prostu znieść.
- Do widzenia – słyszę pozbawiony jakichkolwiek uczuć głos Victorii, gdy otwieram drzwi prowadzące na zewnątrz i opuszczam rodzinny dom.






Gdy docieram na miejsce odjazdu pociągu do Wiednia. Orientuję się, że zostało mi jeszcze trochę czasu do mojej podróży. Czekam na pojawienie się Karla, który przecież obiecał wczoraj, że będzie i zajmuję jedną z wolnych ławek. Zastanawiam się, za czym będę najbardziej tęsknić i czy szybko odnajdę się w nowym mieście i środowisku. Mam nadzieję, że sobie poradzę i wszystko się jakoś ułoży.


Po upłynięciu kolejnego kwadransa postanawiam zadzwonić do Geigera, który nadal się nie pojawił . Ku mojemu rozczarowaniu, nie odbiera. Zaczynam liczyć się z tym, że jednak nie uda mu się przybyć na czas. Jest mi z tego powodu przykro, liczyłam na to, że jednak się pożegnamy.




Wstaję z zajmowanego miejsca i postanawiam udać się bliżej okolic, gdzie pociąg oczekuje już na swoich pasażerów. Przebiega mi przez myśl, że może Karl pojawi się w ostatniej chwili. Patrzę na innych żegnających się ze swoimi bliskimi i zaczyna mi doskwierać samotność oraz poczucie wyobcowania od otaczających mnie nieznanych ludzi. Zniechęcona widokiem, wylewnie żegnającej się zakochanej pary, mam zamiar wsiąść do pociągu i zająć jakieś wolne miejsce, najlepiej znajdujące się przy oknie. Aby móc podziwiać widoki, które wypełnia mi czas, podczas długiej podróży.



- Lilianna! - Niespodziewanie wydaje mi się, że słyszę jak ktoś woła moje imię. Odwracam się w poszukiwaniu tej osoby, ale nikogo nie dostrzegam. Uznaję, że po prostu mi się przesłyszało lub ktoś szukał osoby o takim samym imieniu, jak moje.
- Lili, poczekaj – znowu słyszę czyjś głos, jednak tym razem dużo wyraźniej. Odwracam się i doznaję szoku. Przede mną stoi osoba, której w życiu bym się tutaj nie spodziewała.
- Richard? Co Ty tutaj robisz? - próbuję to wszystko sobie logicznie wytłumaczyć. Ale nie potrafię.
- Muszę odpowiedzieć na Twoje pewne pytanie. Oraz próbuję naprawić swoje błędy. Mam nadzieję, że nie jest za późno – nadal nic z tego nie rozumiem.
- O czym Ty mówisz? - to wszystko, co się dzieje nie jest możliwe.
- To nie Tobie czegoś brakuje, a właśnie April ma jedną zasadniczą wadę. Nie jest Tobą, co mogłem odczuć dosyć wyraźnie, w ostatnim czasie. Nie możesz wyjechać, bo nie wyobrażam sobie, dalszego życia bez Ciebie. Kocham Cię Lili – nie mogę uwierzyć w to, co słyszę.
- Słucham? A April? Wasz ślub?
- April już nie ma. Wczoraj powiedziałem jej całą prawdę i, że to z Tobą chcę być. Po czym się z nią rozstałem – to wszystko zaczyna przypominać mi jakiś piękny sen, z którego pewnie za chwilę się obudzę. Patrzę na niego, nie będąc w stanie nic powiedzieć.
- Lili, proszę Cię. Powiedz coś. Wybacz mi, że byłem kompletnym kretynem i nie potrafiłem zrozumieć wcześniej, że to nie April, a Ty jesteś tą jedyną. Już dawno powinienem do tego dojść, a nie dopiero w momencie, gdy dowiedziałem się, że mogę Cię już nigdy więcej nie zobaczyć. Spróbujemy być ze sobą na poważnie? Obiecuję Ci, że tym razem nie będzie żadnych kłamstw i tajemnic – słysząc te wszystkie słowa, uśmiecham się i podchodzę do niego bliżej.
- Masz szczęście, że ja też Cię kocham, inaczej posłałabym Cię do diabła – mówię, po czym łączę nasze usta w pocałunku. Nie jestem nawet w stanie wyrazić tego, jak jestem w tym momencie bezgranicznie szczęśliwa. Właśnie spełnia się moje największe marzenie. Richard naprawdę wybrał mnie i już nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy stworzyli prawdziwy związek.





Stoimy na środku dworca, zatracając się w pocałunkach, zupełnie nie przejmując się zgromadzonymi dookoła ludźmi czy odjeżdżającym pociągiem, w którym powinnam się znaleźć. To teraz kompletnie nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, że jesteśmy tutaj razem. W końcu po jakimś czasie, odsuwamy się od siebie z uśmiechami na ustach i radością wprost z nas emanującą.
- Skąd wiedziałeś, że właśnie dzisiaj wyjeżdżam? I co sprawiło, że jednak odszedłeś od April? - jestem ciekawa, dlaczego zdecydował się na to akurat teraz, skoro wcześniej miał na to tak wiele szans.
- Powiedzmy, że wczoraj odbyłem niezbyt przyjemną, ale bardzo mi potrzebną rozmowę z Karlem, który uświadomił mi, że jeśli pozwolę Ci wyjechać, będę największym idiotą świata. Zastrzegł jednak, że jeśli jeszcze raz Cię krzywdzę to nie ręczy za siebie – nie mogę uwierzyć, że Karl zdobył się na coś takiego. To musiało nie być dla niego łatwe, zważając przede wszystkim na to, że jego uczucia wobec mnie, nadal nie są wyłącznie przyjacielskie. Nie mam też pojęcia, jak mu za to podziękuję. Tym sposobem wyjaśniło się, dlaczego wczoraj tak szybko ode mnie wyszedł i dzisiaj nie pojawił się tutaj.
- A jak April zareagowała na wasze rozstanie? - to na pewno, nie była miła rozmowa pomiędzy nimi.
- Cóż. Poza tym, że wyrzuciła mnie z domu, przyjęła to nadzwyczaj spokojnie. Zapowiedziała mi jednak, iż to ja mam powiadomić wszystkich o odwołaniu naszego ślubu i powiedzieć im, że to wyłącznie moja wina – mam zamiar go w we wszystkim wspierać. W końcu, to także ja jestem za to w dużej mierze odpowiedzialna.
- Cholera, to nie będzie łatwy początek dla nas. Wszyscy będą nam przeciwni – przecież jego rodzina, już na wstępie mnie znienawidzi.
- Nie wszyscy. Andreas gdy tylko dowiedział się, że zostawiłem April i mam zamiar zawalczyć o Ciebie, nie mógł powstrzymać swojej radości. Potem zrobiło mu się głupio w stosunku do niej i poszedł ją pocieszyć, a mi pozwolił u siebie przenocować. Karla też uda nam się przeciągnąć na swoją stronę, przecież sam przyczynił się wczoraj do tego wszystkiego. Co się tyczy mojej rodziny, będą musieli zrozumieć i zaakceptować, że między mną a April wszystko skończone. Bycie z Tobą, jest dla mnie ważniejsze od uniknięcia ich negatywnych opinii czy pretensji.





Trzymając się za ręce, opuszczamy miejsce, które już zawsze będę wspominać z niezwykłym sentymentem, mimo że niczym się nie różni od tysiąca innych miejsc. Ale to właśnie tutaj, odzyskałam swój powód do szczęscia
- I co teraz? - słyszę pytanie wypowiedziane przez Richarda.
- Teraz powinnam zapisać Cię na jakiś kurs, ułatwiający podejmowanie samodzielnych i ważnych decyzji. Kompletnie tego nie potrafisz. A jeśli każda będzie zajmować Ci tyle czasu, co ta dotycząca naszej wspólnej przyszłości, to chyba oszaleję – mówię ze śmiechem.
- Zawsze możesz podejmować je za mnie. Zdaje się na Ciebie.
- Czyżby? Żebyś tego, kiedyś nie żałował.





Późnym wieczorem, gdy poinformowałam już swoich niedoszłych pracodawców, że jednak zostaję w Niemczech. Narażając się przy tym na niezbyt pochlebne opinie, dotyczące mojego zachowania, które w obecnej sytuacji zupełnie mnie nie obchodzą. Nadal nie mogę uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. A Richard najzwyczajniej w świecie stoi przy oknie w moim salonie, odbywając niekończącą się rozmowę telefoniczną z Wellingerem. Zniecierpliwiona oczekuję na jej zakończenie.
- Nareszcie. Ile można rozmawiać? – pytam Freitaga, gdy tylko zakończył połączenie.
- To wszystko, przez Andreasa, chciał się dowiedzieć, czy udało mi się Cię przekonać do pozostania tutaj, a potem próbował się dowiedzieć wszystkiego ze szczegółami – co za ciekawskie stworzenie.
- Ale teraz, jesteś już tylko mój? - szukam potwierdzenia swoich słów.
- Jestem cały Twój, tak długo jak tylko zechcesz – przytulam się do niego, dziękując wszystkim niebiosom, że jednak pozwolili nam być ze sobą, wbrew wszystkim i wszystkiemu.






Nic więcej nie jest mi potrzebne do szczęścia. Dopóki on będzie ze mną, żadne przeszkody postawione na mojej drodze nie będą mi straszne. Dziś przestało mieć dla mnie znaczenie, ile razy doznałam rozczarowań, czy ile razy musiałam godzić się z tym, że ktoś okazał się lepszym ode mnie. Najważniejsze jest to, że w tym przypadku to ostatecznie ja odniosłam zwycięstwo. A nagroda była zdecydowanie warta całej drogi, która do niej prowadziła.


____________________________


Zacznę od tego, że nie lubię tzw. braku szczęśliwego zakończenia. Było więc jasne, że sama nie będę potrafiła takiego stworzyć, choć może tutaj pasowałby bardziej niż takie banalne zakończenie, którego zapewne większość, domyśliła się w połowie rozdziału. Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko przypadło wam do gustu. :D

Przed nami został jeszcze epilog. 😊





czwartek, 13 kwietnia 2017

Rozdział 19

Spotkanie organizacyjne, powoli dobiega końca. Chcę żeby jak najszybciej się skończyło, aby udało mi się uniknąć spotkania z tym austriackim poszukiwaczem przygód. Nie chcę marnować czasu na tłumaczeniu mu, dlaczego nie mam zamiaru zostać jego następną zdobyczą. Specjalnie zajęłam miejsce w ostatnim rzędzie, aby jak najmniej rzucać się w oczy i jako jedna z pierwszych opuścić pomieszczenie.




Po usłyszeniu ostatnich słów prowadzącego, wstaję szybko z zajmowanego krzesła. I z uśmiechem na ustach, że udało mi się przemknąć niezauważoną. Oddalam się od miejsca gdzie spędziłam ostatni dwie godziny. Moje szczęście nie trwa jednak długo. Z oddali słyszę, że ktoś woła moje imię. Domyślam się, kto to.
- Lilianna, zaczekaj - odgłos coraz szybszych kroków za moimi plecami, informuje mnie, że nie dam rady uniknąć tej rozmowy.
- Och Marc, to Ty - odwracam się w jego stronę i udaję głupią.
- A spodziewałaś się kogoś innego? Dlaczego na mnie nie poczekałaś, przecież byliśmy umówieni - dostrzegam jego zdezorientowanie.
- Widzisz zaszła zmiana planów. Ktoś przebił Twoje zaproszenie. Poza tym nie jestem tą, której szukasz. Nie interesują mnie przygody na jedną noc - postanawiam mówić bez ogródek.
- A więc Ci powiedział. Jak zwykle miesza się w nie swoje sprawy. Mogłoby być nam razem miło, pomógłbym Ci się odprężyć po ostatnich męczących dniach - patrzę na niego z politowaniem. Jednak on nie wydaje się ani trochę zawstydzony, tym jaki tryb życia prowadzi.
- Dzięki, ale nie skorzystam. A teraz przepraszam, ale się spieszę - nie chcę marnować czasu na tą bezsensowną rozmowę.
- Szkoda, możesz kiedyś żałować straconej szansy - ten człowiek ma zdecydowanie, zbyt wielkie mniemanie o sobie.
- Śmiem wątpić – z uśmiechem rozbawienia, odchodzę w kierunku wyjścia.






- Chciałbym zobaczyć jego minę, gdy wypowiadałaś te słowa. Podważyłaś jego pewność siebie - zdaję relację Richardowi z przebiegu mojej rozmowy z Marckiem.
- Wątpię. Ma zbyt wybujałe ego, aby ta jedna sytuacja coś zmieniła. Nadal pewnie uważa się za króla świata.
Freitag spełnił swoją obietnicę i tym oto sposobem, znajdujemy się w przyjemnie urządzonej kawiarni, a rozmowę z nim umilam sobie filiżanką wybornej kawy. 





- Szczerze powiedziawszy to nie cieszę się jakoś specjalnie z powrotu do domu. Mógłbym tu jeszcze zostać. Mam jednak nadzieję, że po powrocie utrzymany nasze relacje przynajmniej w takim stanie jak są teraz- z jednej strony jestem zadowolona, że poruszył ten temat, gdyż sama nie wiedziałam jak go zacząć. Z drugiej, boję się jego reakcji na to, co za chwilę usłyszy.
- Chciałam właśnie z Tobą o tym porozmawiać. Te ostatnie dni, które spędziliśmy tutaj, to swego rodzaju nasze pożegnanie. Wybacz, ale tak będzie lepiej. Wiesz, że po zakończeniu sezonu odchodzę. Wtedy przestaniemy się widywać na dobre i nie chcę tego zmieniać. Muszę pójść naprzód, a nie uda mi się to gdy będziesz gdzieś blisko - z trudem przychodzi mi przekazanie tego, co postanowiłam.
- Lili, ale...
- Proszę Cię, nic nie mów i zaakceptuj moją decyzję. A teraz zakończmy tą trudną, dla nas obojga rozmowę, nie chcę psuć sobie naszych ostatnich wspólnych chwil na wzajemne wyrzuty czy dyskusję na temat tego, dlaczego tak zdecydowałam - nie pozwalam mu dokończyć tego, co chciał powiedzieć. Jego próby spowodowania zmiany mojego zdania, wszystko by tylko utrudniły.
- Ktoś oprócz mnie wie o tym, że zmieniasz pracę? - spoglądam na niego i dostrzegam, że jest zawiedziony tym, co przed chwilą ode mnie usłyszał.
- Po części Karl, ale wciąż wierzy, że uda mu się mnie przekonać do zmiany zadania. Jednak ja już zdecydowałam - wiem, że to jedyne dobre rozwiązanie obecnej sytuacji.




Następne minuty upływają nam bez słowa. Każde z nas pogrążone jest we własnych myślach. Pierwsza postanawiam przerwać tą grobową ciszę.
- Rozchmurz się, przecież to nie koniec świata. Widać tak musiało być – widzę, że nie może pogodzić się z moimi słowami.
- Dlaczego nie mogłem poznać Cię wcześniej? Zanim April przestała być jedynie moją przyjaciółką i aż tak zaangażowała się w nasz związek - wiem, że jemu także z trudem przyjąć do wiadomości zamknięcie dla nas drzwi, prowadzących do wspólnego życia.
- Widocznie los miał dla nas inne plany. Nie zawsze jest tak jak chcemy. Z czasem się z tym pogodzimy, ożenisz się z April. Stworzycie rodzinę. Obiecaj mi tylko, że przynajmniej spróbujesz być szczęśliwy - czuję jak do moich oczu zaczynają napływać łzy, które za wszelką cenę próbuję powstrzymać. To wszystko jest jeszcze trudniejsze niż myślałam.
- A co z Tobą? Kto mi obieca, że Ty ułożysz sobie życie - słyszę jego pytanie i zastanawiam się, czy kiedyś uda mi się w pełni poukładać cały ten bałagan, którego narobiłam.
- Ja sobie poradzę. Nie martw się o mnie - próbuję sprawić żeby mój głos brzmiał na tyle przekonująco, aby mi uwierzył.







Wieczorem siedzimy obok siebie na wygodnej sofie, a jedyne światło jakie oświetla pomieszczenie to stojąca w rogu lampa. Czas dzisiejszego dnia upływa z niespotykaną szybkością, przybliżając nas do nieuchronnego powrotu do domu. Pod wpływem chwilowej odwagi, układam swoją głowę na jego ramieniu, chcąc po raz ostatni doświadczyć, chociaż namiastki jego bliskości. Nieoczekiwanie Richard przesuwa mnie bliżej do siebie i obejmuje ramieniem. Wtulam się w niego i wiem, że oddałabym wszystko aby, ta chwila się nie kończyła. Uświadamiam sobie, że przy odrobinie szczęścia, tak wyglądałoby większość naszych wspólnych wieczorów, gdyby udało nam się być razem. Kiedy to po całym dniu oczekiwania, w końcu znaleźlibyśmy chwilę tylko dla siebie.






- Jest coś, co chciałabyś jeszcze dziś zrobić? - ciszę pomiędzy nami przerywa, dźwięk jego głosu.
- Jest taka rzecz, ale nie jest możliwa do realizacji - w tym momencie najbardziej na świecie, chciałabym go pocałować, aby zapamiętać na zawsze smak jego ust.
- Może powiesz mi co to? Podobno nie ma rzeczy niemożliwych. - kiedyś też tak uważałam, z biegiem czasu, przekonałam się, że jednak istnieją.
- Pocałować Cię - mówię tak cicho, że ledwo mnie słychać.
- Więc to zrób - patrzę na niego, zaskoczona tym co powiedział.
- A April? Nie chcę po raz kolejny spowodować u Ciebie wyrzutów sumienia z powodu tego, co robimy. Naprawdę nie powinniśmy.
- Skoro to nasze pożegnanie. To zapomnijmy o niej ten ostatni raz, najlepiej zapomnijmy o wszystkich i wszystkim. Dziś liczysz się dla mnie tylko Ty - po tych słowach, zaczyna delikatnie całować moje usta. Tęskniłam za tym uczuciem towarzyszącym naszym pocałunkom, które z każdą upływającą sekundą, stają się coraz bardziej żarliwe. Rozpaczliwie próbujemy w ten sposób wyrazić wszystkie targające nami uczucia, których nie potrafimy ubrać w słowa.
- Powinniśmy to przerwać teraz, zanim nie jest za późno. Nie chcę żebyś jeszcze bardziej cierpiała - próbuje się ode mnie odsunąć, na co mu nie pozwalam.
- Jestem świadoma tego, co robię. Proszę spędź ze mną, tą ostatnią noc - patrzę na niego błagalnie. Chcę po raz ostatni się zapomnieć i przynajmniej przez chwilę zaznać złudnego uczucia, że Richard należy tylko do mnie.




Po usłyszeniu tego, co powiedziałam. Bez słowa bierze mnie na ręce i udaje w kierunku schodów prowadzących na górę.
Tym razem jest zupełnie inaczej niż zawsze. Każdy dotyk, pocałunek jest starannie przemyślany, powolny, delikatny. Z niczym się nie śpieszymy. Staram się zapamiętać wszystko ze szczegółami, zdając sobie sprawę, że już nie będę miała w swoim życiu okazji, znaleźć się tak blisko niego. Całą sobą chłonę nawet najmniejsze muśnięcie mojej skóry, jego dłońmi. Marzę, żeby ta noc nigdy się nie skończyła, abym mogła pozostać w jego ramionach na zawsze.





Próbując unormować oddech, wsłuchu się w rytm bicia serca Richarda. Po jakiś czasie, gdy jestem pewna, że zasnął, zyskuje w końcu odwagę na powiedzenie na głos tego, co do niego czuję.
- Tak bardzo Cię kocham, nawet pomimo tego, że nie jesteś mój - wypowiadam słowa, obrazujące moje uczucia do niego. Nigdy nie byłam w stanie powiedzieć mu ich prosto w twarz. A teraz jest na to za późno i nie ma one już żadnego znaczenia.





Składam delikatny pocałunek na jego policzku, tak aby go nie obudzić i wstaję cicho, zbierając swoje porozrzucane ubrania. Postanawiam wrócić do swojego pokoju, wiedząc że tak będzie łatwiej niż gdybyśmy obudzili się jutro obok siebie. Przed wyjściem patrzę na jego spokojną twarz, pogrążoną we śnie i uśmiecham się smutno, zazdroszcząc April, że ma wszystko, co dla mnie pozostanie tylko niespełnionym marzeniem. 





Gdy znajduję się już w swoim tymczasowym pokoju i kładę się w zimnym i niewygodnym łóżku, wiem że czas wrócić do rzeczywistości. Nasz pobyt tutaj dobiega końca, a wraz nim pryska bańka mydlana, w której żyłam od kilku dni. Zasypiam mimo wszystko, wdzięczna losowi za podarowanie mi tych ostatnich, kilku momentów szczęścia, których początkowo nie chciałam i wzbraniałam się przed nimi. Teraz przynajmniej czas spędzony tutaj, to będą nasze ostatnie wspólne wspomnienia, a nie ten fatalny dzień, podczas którego poznałam April.






Poranek przyszedł zdecydowanie zbyt szybko, zmuszam się by wstać. Choć najchętniej nadal bym spała. Po dokonaniu niezbędnych porannych czynności i posprzątaniu zajmowanego przeze mnie pokoju, sprawdzam czy zabrałam wszystkie rzeczy, po czym wychodzę na korytarz z zamiarem zniesienia walizki na dół.
- Zostaw, ja to zrobię - słyszę głos Richarda, po czym patrzę jak wyręcza mnie w odstawieniu na dół bagażu.
- Dziękuję - mówię gdy znajduję się w kuchni z zamiarem zjedzenia jakiegoś śniadania, zanim udamy się na lotnisko.
- Nie ma za co. Odbiera Cię ktoś z lotniska, czy wracasz do domu sama?
- Karl zadeklarował się, że po mnie przyjedzie - przypominam sobie o wczorajszej rozmowie z przyjacielem.
- Powinniśmy się powoli zbierać - widzę, że tak jak i ja, wcale nie chce wracać do Niemiec. Doskonale wiemy, co się stanie gdy tylko znajdziemy się w ojczystym kraju.
- Już kończę. Za chwilę możemy iść - biorę ostatni łyk soku ze szklanki i wstaję od stołu.
- Lili, jeśli chodzi o wczoraj. Wiedz, że to był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Na zawsze zostanie w mojej pamięci - czuję, że mówi szczerze. Potwierdzenie tych słów, dostrzegam też w jego oczach.
- Ja także go zapamiętam bo jest tego wart. Ale najwyższy czas wrócić do prawdziwego życia. Chcę tylko żebyś wiedział, że nie ważne jak ułoży się moje dalsze życie, to i tak będziesz dla mnie kimś ważnym i nie zapomnę o Tobie.





- Więc to już czas? - Freitag pyta, gdy tylko znajdujemy się ponownie na niemieckiej ziemi.
Kiwam na potwierdzenie głową. Zdaję sobie sprawę, że trudno jest mu przystać na moją decyzję, dotyczącą naszych relacji.
- Mam nadzieję, że dotrzymasz obietnicy i naprawdę będziesz szczęśliwy z April. Zasługujecie na to. Jedyną nierozwiązaną kwestią pozostaje tylko, co ona ma takiego w sobie, czego ja nie posiadam. Przecież musi mieć coś takiego, inaczej nie zostałbyś z nią. Od dawna mnie to ciekawi – rezygnuję jednak z poznania odpowiedzi na to pytanie.
- Zresztą nie jest to teraz ważne, czasem lepiej nie wiedzieć wszystkiego. Żegnaj Richi - ściskam delikatnie jego dłoń, wypowiadając ostatnie dwa słowa łamiącym się głosem, po czym zostawiam go samego i idę przed siebie.




Już z daleka dostrzegam Karla, który oczekuje mojego pojawienia się. Gdy tylko mnie dostrzega na jego twarzy pojawia się uśmiech pełen zadowolenia. Ze wszystkich sił staram się go odwzajemnić, nie pokazując mu że przed chwilą zakończyłam coś, co kiedyś uważałam, że będzie na zawsze.
- Lili, w końcu jesteś. Tęskniłem za Tobą - obejmuje mnie przyjaźnie.
- Ja za Tobą też - mówię szczerze, bo mimo wszystko brakowało mi jego obecności.





Opuszczam lotnisko nie czując bólu czy cierpienia, jedynie wszechogarniającą pustkę. Pomimo to staram się nie załamywać i spróbować żyć normalnie. Przecież świat się nie skończył, a na świecie ludzie mają większe problemy niż moja niespełniona miłość. Słucham opowieści idącego obok mnie Karla, dostrzegając przy tym promienie Słońca przedzierające się przez zachmurzone niebo. Uśmiecham się delikatnie z nadzieją, że być może za pewien czas zaświeci także dla mnie.


_______________________________


To coś powyżej, pozostawię bez komentarza...
Korzystając z okazji, bo nie wiem czy uda mi się zdążyć do tego czasu z rozdziałem. Chciałabym życzyć Wesołych Świąt Wielkanocnych. :)






wtorek, 11 kwietnia 2017

Rozdział 18

Nieubłaganie nadszedł dzień podróży do Finlandii. Oczekuję na lot, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu osoby Freitaga, który już dawno powinien tu być. Przez myśl przechodzi mi, że być może moje modlitwy zostały wysłuchane i jednak zrezygnował w ostatniej chwili. Jednakże nadzieja znika tak szybko, jak się pojawiła, gdyż dostrzegam go z daleka, jak w pośpiechu przedziera się przez tłum. Wygląda na to, że jestem jednak skazana na jego obecność.



- Na szczęście zdążyłem. Nigdy więcej nie poproszę Andiego, żeby gdzieś mnie odwoził - pozostawiam jego wyjaśnienia przyczyny znacznego spóźnienia, bez komentarza.
- Tak w ogóle to cześć. Miło Cię widzieć - kieruje słowa powitania w moją stronę i zajmuje miejsce obok.
- Cześć - odpowiadam oschle i zakładam słuchawki na uszy, z których rozbrzmiewa głośna muzyka - wiem, że w tym momencie zachowuje się niegrzecznie i jak rozkapryszone dziecko. Postanowiłam jednak, że nie będę rozmawiać z nim wtedy, gdy nie jest to absolutnie niezbędne. Nie mam zamiaru ustąpić i ułatwiać mu czegokolwiek, tak jak on nie chciał odpuścić i darować sobie tego wyjazdu.




Gdy nasz lot zostaje w końcu wywołany z piętnastominutowym opóźnieniem, jestem zmuszona powrócić do rzeczywistości.
- Masz zamiar ignorować mnie przez cały czas? - Richard zadaje mi pytanie zniecierpliwionym głosem, gdy tylko dostrzega, że go usłyszę.
- Nie rozumiem skąd Twoje zdziwienie. Myślałeś, że nagle zaczniemy się traktować jak najlepsi przyjaciele? - czuję jak moja skłonność do ironizowania, daje o sobie znać.
- Lili, proszę Cię. Możemy porozmawiać jak dorośli ludzie - dla świętego spokoju postanawiam się zgodzić.
- Dobrze,o czym chcesz w takim razie rozmawiać? - chcę mieć to jak najszybciej za sobą.
- Posłuchaj, zdaję sobie sprawę z tego, że jesteś na mnie zła. Wszystko między nami potoczyło się nie tak jak powinno, ale czy nie możemy przynajmniej spróbować, jakoś się porozumieć? Naprawdę mi Ciebie brakuje. Naszych rozmów, spędzonego wspólnie czasu - czuję, że znowu próbuje, swoich sztuczek mających na celu, poprawienie naszych popsutych relacji.
- Naprawdę myślisz, że po tym wszystkim, co było między nami. Teraz możemy tak po prostu być znajomymi? Jeśli potrafisz to gratuluję, ale dla mnie jest to niemożliwe. A teraz chodźmy już, bo przegapimy samolot - widzę, że gaśnie w nim nadzieja, na przekonanie mnie do swoich poglądów.





Finlandia jak zwykle przywitała nas, mrozem i przenikającym do szpiku kości wiatrem. Tuż po opuszczeniu lotniska, dało się odczuć jak zima, w tej części północnej Europy różni się od tej, do której jesteśmy ostatnio przyzwyczajeni.
- Nie znoszę klimatu, panującego w tym kraju - słowa mimowolnie opuszczają moje usta.
- To jest nas dwoje. Pospieszymy się, inaczej zamienimy się w sople lodu - dostrzegam, że Richard także ma problemy z aklimatyzacją w tej temperaturze. Pomimo tego, że powinien być na nią uodporniony.





Gdy docieramy pod wskazany adres, pod którym powinny mieścić się wyznaczone przez organizatorów miejsca zakwaterowania drużyn. Nie dowierzam własnym oczom. I jeszcze raz upewniam się, czy miły kierowca taksówki, przypadkiem się nie pomylił. Przecież to miejsce położone jest w kompletnym odosobnieniu, dookoła widać tylko las, a w nim niezliczoną ilość drzew. Myśl, że w tym miejscu mam spędzić większość czasu podczas nadchodzących dni, nie jest zbyt optymistyczna.





- Całkiem przyjemnie tutaj, nawet mi się podoba - patrzę z niedowierzaniem na Freitaga.
- Mówisz poważnie? Przecież to miejsce jest kompletnie odcięte od cywilizacji. Założę się, że nie ma tu nawet zasięgu - spędzenie czasu z nim w takim miejscu, może nie skończyć się dobrze.
- Cóż, widocznie jesteś skazana na moje towarzystwo - na jego twarzy pojawia się uśmiech pełen zadowolenia.
- Skończ marzyć, że będziemy spędzać razem każdą chwile. Lepiej poszukajmy kogoś, kto tym zarządza - przywołuję go do porządku i idę przed siebie, w poszukiwaniu jakiś innych ludzi, przecież muszą gdzieś tu być.





Po zapoznaniu się z wszystkimi informacjami, udaje mi się otrzymać w końcu klucze od domku. O których od dawna marzyłam. Chcę jak najszybciej znaleźć się w jego wnętrzu i rozgrzać się, przynajmniej w najmniejszym stopniu.




Wnętrze wbrew moim obawom okazuje się całkiem przyjemne i wyposażone we wszystko, co niezbędne. Ku mojemu zadowoleniu okazuje się, że ogrzewanie zostało włączone przed naszym pojawieniem się w tym miejscu. Dlatego też, bez żadnych przeciwwskazań mogę zdjąć kurtkę i czapkę. Następnie postanawiam rozejrzeć się po dalszych częściach budynku.



Po odwiedzeniu każdego dostępnego pomieszczenia i wybraniu tymczasowego pokoju, udaję się ponownie drewnianymi schodami na dół. Aby sprawdzić, gdzie podział się Freitag, który jest wyjątkowo cicho. Co nie jest do niego podobne.
Zauważam go, wpatrującego się w widok za oknem.
- Wygląda na to, że dotarliśmy tu pierwsi. Zapewne dopiero jutro pojawią się wysłannicy innych ekip – próbuję nawiązać z nim jakoś rozmowę i przypominam sobie o zaskoczeniu na twarzy, osoby pilnującej tego kompleksu, gdy tylko nas zobaczył. Zapewne spodziewał się tutaj kogoś dopiero jutro. Widocznie Związek skutecznie postarał się o wyprzedzenie pozostałych.
- Przynajmniej mogliśmy sobie wybrać pierwsi, gdzie chcemy mieszkać - dostrzegam jego zamyślenie i mimo, że nie powinno mnie to obchodzić. Ciekawi mnie o czym tak myśli.
- Gdybyś czegoś potrzebował, będę na górze - postanawiam zostawić go samego. Dając mu swobodę w dalszym rozmyślaniu.
- Nie mogłabyś tu ze mną posiedzieć? Możemy nawet milczeć, jeśli nie chcesz rozmawiać - nie rozumiem, dlaczego aż tak bardzo zależy mu na moim towarzystwie.
- Niech będzie, ale tylko chwilę - siadam na fotel, znajdujący się naprzeciwko okna, przy którym Richard aktualnie stoi.
Wpatrujemy się w siebie nawzajem, uparcie milcząc. W końcu nie wytrzymuję i pierwsza zaczynam z nim rozmowę, dotyczącą błahych tematów. Sama przed sobą muszę się przyznać że tęskniłam za naszymi pogawędkami.





Następnego dzień już od samego rana, zapoznaję się z okolicą wokół skoczni oraz sprawdzam, czy hala przeznaczona do treningów spełnia wszelkie standardy.
Gdy nie widzę żadnych zastrzeżeń, pozostaje mi tylko sprawdzić wszelkie, jeszcze nieoficjalne rozpiski planu korzystania przez poszczególne drużyny z niektórych obiektów. I nanieść na nie, ewentualne poprawki.
Zaczytana w pokaźny stos wydruków, idę przed siebie nie patrząc pod nogi. Przez swoją nieuwagę wpadam na kogoś, o mało sama nie upadając na twardy i zmrożony śnieg.
- Bardzo przepraszam, nic się panu nie stało? - pytam nieznanego mężczyznę.
- Nic. A nawet gdyby to, spotkanie przy tym tak pięknej kobiety, jest tego warte - zaskoczona bezpośredniością mojego rozmówcy, patrzę na niego i orientuję się, że skądś go kojarzę. Próbuję sobie przypomnieć, gdzie już go widziałam.
- Jesteś Lilianna. Pracujesz z niemiecką drużyną. Mam rację? Ja jestem Marc, asystent Heinza Kuttina. Jakoś nie mieliśmy okazji się wcześniej poznać - ściskam jego wyciągniętą dłoń, w geście powitania.
- Miło Cię poznać - zerkam na jego twarz i dostrzegam, że jest nie wiele starszy ode mnie, choć do tej pory myślałam, że jest inaczej. W dodatku jest całkiem przystojny. Wysoki blondyn z czarującym uśmiechem.
- Co powiesz na kawę? W ramach rekompensaty za ten dzisiejszy incydent. Jesteś mi coś winna, za ewentualne poniesione straty - widzę, że Marc nie zwalnia tempa. Zastanawiam się czy naprawdę, mam ochotę spędzić z nim więcej czasu. Jego bezpośredniość jakoś nie przypadła mi wyjątkowo do gustu.





Już mam dać odpowiedzieć na jego propozycję, gdy nieoczekiwanie słyszę za sobą głos Richarda.
- Lili, tutaj jesteś. Szukałem Cię, możemy już wracać?- odwracam się w jego stronę i dostrzegam, że ma wypisane na twarzy niezadowolenie. Zastanawiam się, ile słyszał z mojej rozmowy z nowo poznanym mężczyzną.
- Freitag? Ty tutaj? Nie spodziewałem się - Marc widocznie zna się z Richardem. Jednak widząc ich miny, domyślam się, że nie darzą się wielką sympatią.
- To samo mógłbym powiedzieć o Twojej obecności. A teraz wybacz, ale śpieszy się nam - jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby Richard zwracał się do kogoś z taką niechęcią.
- Nie byłbym taki pewny czy nie wracasz przypadkiem sam. Właśnie zaprosiłem Liliannę na kawę, jednak Twoje pojawienie się, uniemożliwiło jej odpowiedź - tymi słowami Marcowi udało się doprowadzić Freitaga do wściekłości.
- Nie sądzę, żeby była zainteresowana Twoją propozycją - towarzysząca mi dwójka, zachowuje się jak gdyby mnie tu nie było.
- Pozwól, że Lilianna sama o tym zadecyduje. Więc jak będzie? - ostatnie słowa, Marc kieruje w moją stronę.




- Przepraszam Cię, ale jestem zmuszona odmówić. Może innym razem. Naprawdę mam jeszcze dzisiaj dużo pracy, muszę skończyć raport - dostrzegam na twarzy Austriaka rozczarowanie.
- W takim razie, może dziś wieczorem albo jutro? Może być kiedy tylko chcesz, ja się dostosuję - nie daje za wygraną.
- Niczego nie obiecuję, ale może znajdę jutro chwilę czasu. Mamy jutro ogólne spotkanie organizacyjne dla wszystkich, więc może po nim? - postanawiam zgodzić się, wypić z nim tą kawę. W końcu to tylko niezobowiązujące spotkanie towarzyskie.
- Cudownie, że jednak udało mi się Ciebie przekonać. Na pewno nie pożałujesz. Do zobaczenia jutro - Marc uśmiecha się sugestywnie w moją stronę i odchodzi. Chyba będę musiała go uświadomić, że nie ma co liczyć na jakąś zażyłą relację ze mną.




- Dlaczego zgodziłaś się z nim gdziekolwiek pójść? To nie jest towarzystwo dla Ciebie, trzymaj się od niego z daleka - gdy tylko zostajemy sami, Richard zasypuje mnie wyrzutami.
- Zgodziłam się na to spotkanie, tylko dlatego żeby nie być niemiłą. Ale wiesz, co jest zabawne. Kiedyś słyszałam podobne słowa jak te, które wypowiedziałeś w stosunku do Twojej osoby. - przypominam sobie ostrzeżenia Karla, których nie posłuchałam w stosunku do Freitaga. Może teraz powinnam zastosować się do tych? Zanim znowu się w coś wpakuję.




- Postawię Ci jutro tyle kawy, ile tylko zechcesz. Tylko nigdzie z nim nie idź. Wobec niego nie musisz pokazywać swojego dobrego wychowania - nie rozumiem dlaczego, robi wszystko żeby odwieść mnie od bliższego poznania Marca.
- Wytłumaczysz mi powód Twojego zdenerwowania? Przecież to tylko zwykły wypad do kawiarni - zupełnie nie rozumiem jego zmartwienia.
- Znam go dosyć dobrze i wiem do czego jest zdolny. Żadnej dziewczyny sobie nie przepuści. Omamia je, a potem gdy dostanie czego chce, po prostu je zostawia. Nie chcę żeby spotkało to, także Ciebie. Nie musisz tak na mnie patrzeć, wiem że wcale nie jestem lepszy od niego. Ale to nie powód, żebyś mi nie wierzyła – Nie spodziewałam się, aż takich zarzutów, co do nowo poznanego. Wiem jednak, że Richard w tym przypadku, mówił prawdę. Tylko jak teraz wykręcić się od spotkania z tym Casanovą?
- Dziękuję za ostrzeżenie. Zastanowię się nad tym wszystkim. Wracamy? - Freitag kiwa w odpowiedzi głową.




W drodze powrotnej, próbuję znaleźć racjonalną przyczynę, dlaczego muszę przyciągać do siebie samych niegodnych zaufania oszustów, albo mających narzeczoną, mieszających mi nieustannie w głowie, irytujących skoczków.



Mimo moich zarzekań, zaczęliśmy wraz z Richardem, ze sobą normalnie rozmawiać i spędzać razem większość wolnego czasu. Po raz kolejny postawił na swoim.



Niespodziewanie do głowy przychodzi mi głupia myśl, że ten wyjazd to prezent od losu, specjalnie dla mnie. Abym mogła ostatecznie pożegnać się z Freitagiem, na swoich warunkach. Bo z tym, że straciłam go bezpowrotnie już się pogodziłam. Pozostaje mi więc wykorzystać nasz jutrzejszy, ostatni dzień tutaj. Na stworzenie wspomnień, które będą musiały mi wystarczyć na resztę mojego życia. Ponieważ doskonale wiem, że nawet gdy w przyszłości stworzę związek z kimś innym, to nie wiem jak bym się starała, ale nie będę w stanie pokochać kogoś, tak jak osoby znajdującej się obecnie obok mnie. W końcu nie bez powodu mówi się, że ta największa miłość to zawsze ta, która pozostaje niespełniona.




- O czym tak myślisz? - do rzeczywistości przywołuje mnie głos Richarda.
- O tym, że jutro zbankrutujesz. Mam zamiar wypić tyle kaw, ile tylko będę w stanie w sobie zmieścić. Do tego wybiorę najdroższą kawiarnię i zamówię najdroższe pozycje z karty. No chyba, że propozycja jest nieaktualna? - nawiązuję do jego próby, odwiedzenia mnie od bliższej znajomości z członkiem austriackiego sztabu.
- Oczywiście, że jest aktualna. Mogę nawet wydać fortunę, dla Twojego towarzystwa warto - jego odpowiedzi, towarzyszy ten ujmujący uśmiech, którym obdarzył mnie tamtego pamiętnego dnia, kiedy się poznaliśmy. To właśnie jedna z tych rzeczy, których będzie mi najbardziej brakować, gdy ostatecznie każdy pójdzie swoją drogą. A ten moment zbliża się nieubłaganie.




_________________________________

Zostały mi same trudne rozdziały do napisania. Już ten pisało mi się, z niespotykaną dotąd trudnością. Do zakończenia pozostały prawdopodobnie dwa rozdziały + epilog.